Assasin's Creed III


mdabrowski | 19 września 2019 18:00

Trzecia (a właściwie piąta) część serii zdaje się być sporym powiewem świeżości. Zmienione zostają realia naszej zabawy, zmieniony główny bohater, a i wątek Desmonda chyli się ku końcowi. Czy w takim wypadku AC3 to dobra gra? No cóż, to nie jest takie proste...

Historia

Historię trzeciego Asasyna rozpoczynamy w Anglii, w operze podczas przedstawiania sztuki. Protagonista Haytham Connor dokonuje morderstwa w celu przejęcia amuletu. Następnie wraz z nim wyrusza przez ocean, na Nowy Ląd, gdzie dostaje zadanie odkrycia śladów pradawnej cywilizacji. Na miejscu zdobywa sprzymierzeńców, a także zakochuje się w tubylczyni. Pierwszy rozdział kończy pierwsza fabularna wolta. Haytham okazuje się być Templariuszem. Wtedy też, zmieniamy bohatera i od tej pory będziemy kierować synem Haythama, Connorem. (Pozwolę sobie nie pisać jego oryginalnego indiańskiego imienia). Pierwsze rozdziały w których sterujemy Haythamem to proste samouczki, ale też interesujący etap w fabule, gdyż niestety Haytham jest dużo ciekawszą postacią od Connora. Ale nie uprzedzajmy faktów. Kiedy dostajemy naszego pół indiańca w sterowanie, napotykamy go w nastoletnim wieku i uczymy się nowych funkcji w grze. Niedługo potem Charles Lee, sprzymieżeniec Haythama, atakuje rodzinną wioskę Connora i spala ją do cna. Connor jest światkiem śmierci matki i poprzysięga zemstę na ojcu i jego ludziach. Po kilku latach, Connor dorasta i staje się pełnoprawnym mężczyzną dbającym o wioskę. Pewnego razu zawołany przez starszyznę, dostaje w posiadanie jeden z artefaktów Edenu, w którym Minerwa informuje go o jego zadaniu strzeżenia świątyni i przekazania informacji dla przyszłych pokoleń (czyli dla Desmonda). Connor wyrusza na poszukiwanie starego asasyna, który nauczy go tego fachu. Mimo, że początkowo staruszek nie chciał szkolić naszego bohatera, różne perypetie sprawiaja, że ostatecznie pomaga stać się asasynem dla Connora. Wtedy też Connor rozpoczyna śledztwo i poszukiwania ludzi związanych z Haythamem w celu zemsty, a także po zdobyciu już tych informacji, w celu odtworzenia zakonu Asasynów i powstrzymania Templariuszy na Nowym Kontynencie. W międzyczasie zostaje również kapitanem łodzi.

Fabuła 3 części jest dosyć nieregularna. Mamy ten bardzo interesujący początek w którym sterujemy Haythamem. Anglik jest interesującą postacią, z tajemnicza aurą, wzniosłością, wyższością klasyczną dla Anglików. No i jest mistrzem Templariuszy, co samo w sobie robi z niego interesującego bohatera. Niestety, jest on nam zabierany, a zamiast tego sterujemy Connorem. Connor jako bohater ma problemy z własną tożsamością. W założeniach motyw był interesujący, poznajemy naszego bohatera jako młodzika, dorastamy wraz z nim (całą fabuła dzieje się w przeciągu kilku lat), a następnie widzimy jak przeszedł drogę, wydoroślał i zmienił myślenie. Niemalże tak jak Ezio, z tymże Ezio był tak budowany przez 3 części gry, a tutaj Connor dorasta tak naprawdę w przeciągu 4 sekwencji. Oprócz tego, brakuje mu tej charyzmy. Przez ponad połowe gry Connor sprawia wrażenie dziecka we mgle, który nie ma swojej drogi a jedynie wykonuje zadanie innych. Kiedy jednak dochodzimy do momentu w którym Connor zaczyna stawiać warunki i decydować samemu o tym co ma się dziać, wszystko dzieje się za szybko. Mam wtedy wrażenie, jakby Connor dalej był nastolatkiem, którego celem jest po prostu robienie na opak tego, co inni od niego chcą. Brakuje mu werwy i atrakcyjności jaką miał Ezio. Losy Connora bardzo szybko stały się dla mnie obojętne. To co ratuje tą grę, to realia w których się odbywa.

Warto poznać fabułe 3 części, gdyż odgrywa się podczas najważniejszych momentów zyskiwania niepodległości Ameryki. Będziemy świadkami, a nawet bezpośrednimi wykonawcami takich wydarzeń jak Bostońska Herbata czy bitwa pod Monmouth. Spotkamy na swojej drodze ważne historyczne postaci na czele z samym Georgem Waszyngtonem. Więc choć fabuła głównego bohatera nie była zbyt angażująca, dziejące się okoliczne wydarzenia sprawiały, że chciało się grać w tę grę.

Niestety, finał historii jest mocno rozczarowujący. Finałowe starcia z Haythamem i Charlsem są nudne i pełne głupich QTE. Finał w niczym nie dorównuje finałowej walce z Borgią w dwójce, czy chociażby spotkaniem z Altairem w Revelations. Finał kończy historię kiepsko i pozostawia bardzo nieprzyjemne wrażenie na koniec gry.

Historia współczesna

Rozwojowi doczekała się natomiast współczesna warstwa gry. W niej to, Desmond i spółka, do których dołącza ojciec Desmonda, przenoszą się do Ameryki, gdzie wchodzą do świątyni pradawnej rasy. To tutaj ma zostać uratowany świat i tutaj mamy poznać koniec historii tych którzy byli przed nami. Oprócz możliwości biegania po mapie tak jak w Brotherhood, które zostało wzbogacone o odkrywane wspomnienia starszej rasy, rozgrywać będziemy również kilka misji w terenie, w których w końcu możemy sterować Desmondem. Długo było nam czekac na taką sposobność, ale misje które sa nam dostarczane, to jedne z ciekawszych w całej grze. A finałowe starcie w siedzibie Abstergo dostarcza dużo satysfakcji.

Poniżej znajduje się spoiler historii. Zaznacz tekst by móc przeczytać

Desmond i spółka muszą odnaleźć w pamieci Connora miejsce, w którym ukrył on amulet. Amulet, który jest fragmentem Edenu, jest jednocześnie kluczem do świątyni. W miedzyczasie trzeba zdobyć również ogniwa energetyczne, dzięki którym cała świątynia będzie mogła zostać uruchomiona. Gracz jest wyciągany kilkukrotnie z Animusa, w celu rozegrania misji zdobycia tych ogniw. W ostatniej wyruszymy nawet do samego Abstergo, gdzie będziemy mogli wreszcie zabić tego zgreda, Vidica. Po zdobyciu wszystkich ogniw oraz klucza do świątyni, możemy w końcu do niej wejść i zakończyć 5 cześci sagi o Desmondzie. Zakończenie natomiast jest podobnie rozczarowujące co w głownej fabule tej części. Kiedy w końcu docieramy do rdzenia świątyni, napotykamy Minerwę oraz Junonę które tłumaczą różne warianty przyszłości. Junona ostrzega nas, że uruchomienie rdzenia co prawda przyniesie ziemi ratunek od katastrofy i rozpoczęcia kolejnego cyklu, tego samego co spotkało starą rasę, ale uwolni Minerwę której celem jest zdobycie władzy absolutnej. W przeciwnym wypadku, na świat stąpi zagłada, a on sam będzie musiał odrodzić sie na nowo, rozpoczynając cały cykl jeszcze raz. Desmond postanawia uratować świat przed zagładą, dotyka rdzenia i niemal od razu umiera. Świat pokrywa się powłoką, która chroni go od wybuchów na słońcu, ale jednocześnie Minerwa zostaje uwolniona i zapowiada przejęcie władzy nad światem, co zwiastuje nam, w którą stronę podąży historia kolejnych częśći Assasins Creed.

Lokacje

Jako, że akcja gry rozgrywa się w czasach odzyskiwania niepodległości przez Stany Zjednoczone, logicznym jest, że miejce jej rozgrywania to Ameryka Północna. W trakcie gry odwiedzimy XVIII wieczny Boston i Nowy Jork, a także spore połacie lasów zwane Pogranicznem. Oprócz tego dzięki misjom na statku będziemy mogli odwiedzić kilka miejsc na morzu Karaibskim. Zacznijmy może od miast, które są... nudne. Mimo, iż na papierze wydaje się być ciekawie, móc zwiedzić Nowy Jork w tamtych czasach, to powiedzmy sobie rzecze, że to miasto ma bardzo mało wspólnego z obecną aglomeracją. Miasta zabite są niemal jednakowymi domami z czerwonych desek, a jedyne wyróżniające się budynki jak kościoły i tak okazują się kopiowanymi 2 assetami w wielu miejscach. Z naprawdę unikalnych budynków to nic nie pamiętam. Inaczej sprawa ma się z Pograniczem, które jak to na niezamieszkały teren przystało pełne jest niczego. Mam sporo terenu, w których jedyne co znajdziemy to drzewa i zwierzynę. Od czasu do czasu możemy się natknąć na malutkie osady, ale nie zwracamy nawet na nie uwagi. Nasze Asasyńskie centrum, czyli domostwo Davenporta początkowo wydaje sie być ciekawe, ale szybko również i o nim przestajemy myśleć. Wyróżniajacymi się tutaj lokacjami są lokacje morskie, ale pewnie głównie dlatego, że to zupełna nowość w serii.

Rozgrywka

Rozgrywka mam wrażenie została zubożona względem poprzednich części. Jasne, z racji na panujące realia rozbudowana została broń palna, gdzie teraz posiadamy cały czas podręczny pistolet, możemy po wrogach podnosić muszkiety do strzelania oraz walki wręcz, jednak bardzo rzadko będziemy mieli okazję z nich postrzelać. Dużo lepszą bronią dystansową od pistoletu jest łuk, który jest cichy, nie alarmuje przeciwników, a strzały da się odzyskiwać z ciał poległych, dzięki czemu niemal zawsze mamy ich pełen kołczan. Oprócz tego Connor dzierży ze sobą tomahawk oraz tradycyjną broń główną (najcześciej pałasz) i z każdą z tych broni walczy się inaczej. Do tego do każdej broni jednoręcznej Connor automatycznie wyciaga krótki sztylet do drugiej dłoni. Walka stała się nieco uproszczona, ale dodano wiele nowych animacji, nieco ją przyspieszono jeśli chodzi o kontry, dużo trudniej za to zrobić klasyczną serię zabójstw. I tu jest problem tej cześci, Connor niemal od początku gry chodzi obładowany sprzętem i nie ma żadnego powodu by go ulepszać. Dla niektórych może to uproszczenie na plus, ale dla mnie zabrakło uczucia rozwoju bohatera pod względem gameplayu który miałem w poprzednich częściach. Misje statkiem mimo, że były fajne, stanowiły raczej ciekawostkę i główna oś fabularna zmusiła nas do korzystania ze statku może 3-4 razy. Mieliśmy za to pełno misji pobocznych, których jednak nie chciało mi się wykonywać. Nieco przyjemniej za to jeśli chodzi o bieganie po dachach. Sterowanie również tu zostało uproszczone, w postaci zrezygnowania z niektórych klawiszy. Obecnie przycisk biegu (na PC prawy przycisk myszy) łączy w sobie funkcje dwóch klawiszy i jeżeli biegniemy z włączonym mamy pewność, że Connor będzie poruszał się tylko po bezpiecznych ścieżkach. Jeżeli dotrzemy nad urwisko, albo większą odległość musimy wymusić wtedy przyciskiem skoku wybicie się, natomiast poza tym Connor nigdy nie zrobi czegoś, co może mu zaszkodzić. Dużym uproszczeniem było także to, że z jednym przyciskiem Connor może poruszać się zarówno w górę jak i w dół, dzięki czemu zbieganie na ziemię stało się również płynniejsze i łatwiejsze. Brakuje natomiast zabawek Ezia, haka który pozwala na wyższe i dalsze skoki czy spadochronu. Kolejnym uproszczeniem jest zamiana paska zdrowia na samoregenerujący się. Co jest kolejnym uproszczeniem rozgrywki bo nie musimy kupować i używać apteczek, ale jednocześnie nasza zbroja przestała mieć jakiekolwiek znaczenie, bo nie możemy zwiększyć sobie paska zdrowia, przez całą grę jest taki sam. No i sklepikarze zostali uproszczeni, wszystkie typy przedmiotów kupimy teraz w jednym sklepie, nie ma podziału na rodzaje sklepów.

Aktywności poboczne

  • Główną nowością są misje statkiem, których główną atrakcją jest sam statek.
  • Mamy zbieranie skrzynek, z których zyskujemy pieniądze i nowe schematy do stworzenia w siedzibie.
  • Sam rozwój siedziby wygląda tak, że wykonujemy misje poboczne, dzięki czemu do naszej osady przyjeżdzają kolejni rzemielśnicy z których zyskujemy dostęp do kolejnych materiałów.
  • Z materiałów możemy wytwarzać produkty oraz sprzedawać do sklepów w Bostonie i NY, niestety nie ma to żadnego sensu. Bardzo dużo pieniędzy zyskujemy z misji asasynów oraz porozwalanych na mapie skrzynek, a pieniędzy nie ma na co wydawać. Tak jak pisałem, nie ma żadnego powodu by dokupywać dla naszego bohatera nowego sprzętu, jedynie gdzie możemy zostawić sporo siana to rozbudowana naszego statku. Niemniej jednak, ekonomia w tej grze to porażka.
  • Mamy odkrywanie punktów szybkiej podróży, w których musimy biegać po podziemiach miast i wykonywać proste łamigłówki by odblokować szybką podróż. Sama zabawa jest monotonna i frustrująca, ale przynajmniej daje wymierne korzyści, gdyż w tej cześci gry by się przenieść do jednego z punktów szybkiej podróży wystarczy kliknąc na niego na mapie, co dużo przyspiesza i upraszcza bieganie po sporych terenach. Szkoda tylko, że na pograniczu tego jest bardzo mało.
  • Odkrywanie katakumb z poprzednich części zmieniło się w poszukiwanie skarbu kapitana Kidda. Najpierw musimy pozbierać porozwalane po mapie skrzynki z drobiazgami, które zamienimy na informację gdzie znajdziemy fragmenty mapy ukrytego skarbu.
  • Każda informacja to znane z poprzedniej części minimisje, które natomiast w tej części zostały rozbudowane. Raz musimy gonić złodzieja przez zniszczone statki, raz zakradamy się do wrogiego fortu, a raz musielimy niczym detektyw odkryć co się stało, by znaleźć gdzie ukryte zostało ciało z fragmentem mapy. Sam skarb który kryje się natomiast pod tą serią minimisji to totalny niewypał, bo dostajemy pierścień, który niby reaguje jak silny magnes, ale nie widziałem byśmy mogli z niego korzystać w trakcie gry, np. po to by unikać kul przeciwników (chyba, że włączyło się to automatycznie a tego nie zauważyłem) oraz odblokowujemy strój kapitana kidda, który nie zmienia nic poza wyglądem.
  • Wracają piórka porozwalane po całej mapie, których zebranie natomiast nic nie daje.
  • Kolejną nowością jest możliwość polowania na zwierzynę (której pojawienie się w grze było tłumaczone aktualizacją animusa). Teraz, na niemal każdą zwierzynę w grze (oprócz zwierzyny hodowlanej i domowej) możemy zapolować i oskurować zyskując dzięki temu nowe materiały. Materiały niestety tak naprawdę przydają nam sie tylko do sprzedaży, a że jak mówiłem hajsu i tak mieliśmy cały czas dużo, to nie zrobiłem tego ani razu, biegając przez całą grę z toną skór wilków i zajęcy w plecaku, którą pewnie mógłbym wymienić na niemałą fortunę.
  • Połączone zostało także wyzwalanie terenów z szkoleniem asasynów. W tej części nie możemy zrekrutować noname'a na asasyna. Musimy najpierw wykonać kilka misji pobocznych (prostych typu zabij typa, pobij typa, podsłuchaj typa), po ich wykonaniu dostajemy dostęp do misji wyzwolenia regionu. Po jej wykonaniu region przechodzi z władania Templariuszy pod władanie Asasynów, a nasz kontakt w regionie staje się asasynem w bractwie, którego możemy szkolić wysyłając na misje lub przyzywając by nam pomógł.
  • Samo przyzywanie Asasynów również zostało rozbudowane, bo teraz oprócz prostego "przyjdź i zabij" możemy wymuszać na Asasynach odciąganie uwagi, chronienie celu, ustawiać "pułapki" które aktywują naszego asasyna dopiero w momencie kiedy ktoś na nia wejdzie, czy np. wymusić na naszych sojusznikach pomoc z odległości w postaci strzelania z muszkietów. Możliwości jest sporo, szkoda tylko, że tak rzadko z nich korzystałem, bo nie miałem takiej potrzeby i o całości po prostu zapominałem. Sam rozwój Asasynów też nic nam nie daje, nie mamy konkretnej informacji czy są silniejsi albo czy mają nowe uzbrojenie. Co prawda, kiedy zyskiwali kolejne poziomy otrzymywałem powiadomienie, że mogę ich ulepszyć, ale na ekranie bractwa nigdzie nie mogłem znaleźć takiej możliwości. Może błąd, a może czegoś takiego po prostu nie było. A i możemy teraz wysyłać naszych ludzi na misje skąd chcemy poprzez włączenie jednego przycisku, nie trzeba już biegać po gołębnikach, co jest niewątpliwie na plus.

Ogólne spostrzeżenia

Assasin's Creed 3 to cześć co najwyżej poprawna. Bardzo lubiłem początkowe misje Haythamem i trochę szkoda, że nie mogliśmy nim sterować całą grę, bo był ciekawszym bohaterem niż Connor. Dużo bardziej niż historia indiańca interesowały mnie losy walki o niepodległość i realia w których toczy się gra, co jest dużym zarzutem po bardzo ciekawych losach Ezio, czy bardzo wciągających minimisji z Altairem z poprzedniej części. Usprawione bieganie dostarcza sporo frajdy, szczególnie w lasach gdzie skaczemy od drzewa do drzewa, ale poza tym nie mamy zbyt dużo okazji do skakania. AC3 to narazie cześć w serii, gdzie najwięcej czasu spędzamy stąpając po ziemi zamiast biegając po dachach. I nie mamy klasycznych Asasynowych zabójstw, jakby Connorowi zabrano ukryte ostrze nawet nie zauważyłbym że go tam nie ma. AC3 to cześć, która symbolicznie odziera grę z niektórych, typowo Asasyńskich rozwiązań i mitologii. Nieciekawie to wróży na kolejną cześć serii.