Death Note


mdabrowski | 18 lipca 2013 08:22

  Co mogę powiedzieć o Death Note? Leżę na ziemi i ciężko mi wstać. Niesamowity serial. Naprawdę. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że jest 10 minut po północy, a ja zamiast iść spać piszę recenzję bo nie mogę z tym czekać do jutra. Przed chwilą zakończyłem oglądać ostatni odcinek, i naszła mnie ochota na małe podsumowania.


Zacznijmy od przedstawienia fabuły, z czym to się je? Najlepiej z jabłkami. Całość opiera się wokół nastolatka imieniem Raito Yagami, prymusa japońskiej szkoły. Pewnego dnia odnajduje on Notatnik Śmierci. Osoba, której imię wpiszę do notatnika, umrze. Po przetestowaniu mocy notatnika, Raito postanawia stworzyć przy jego pomocy nowy lepszy świat, bez zła i przemocy. Sposób jest prosty, zabić wszystkich przestępców (Co wydaje się dziecinnie proste, bo ich dane są na bieżąco podawane do publicznych wiadomości. U nas, w Polsce taki człowiek miałby nie lada problem, bo przestępca na zapewnioną anonimowość w mediach. Co sprowadza sie czasami do absurdalnych sytuacji, jak np. z pewną Katarzyną W. ale to temat na inną opowieść). Spotyka również shinigami, boga śmierci imieniem Ryuk, prawowitego właściciela notatnika. Ponieważ Raito już z niego skorzystał, Ryuk jest uwięziony na ziemi aż do śmierci nowego właściciela, jednak nie jest tym faktem zawiedziony. Ludzie szybko orientują się, że coś jest na rzeczy, a wojnę Kirze, jak został okrzyknięty Yagami przez lud, wypowiada L, najlepszy detektyw świata. Od tamtej pory zaczyna się gra bez żadnych zasad. Głównym motorem całego serialu jest walka umysłów. Raito to najmądrzejszy nastolatek japonii, L to najlepszy detektyw świata, który potrafi rozwiązać każdą sprawę. Jeden przez drugiego zastawiają pułapki i próbują dowiedzieć sie coraz więcej, a widz ogląda z zaciekawieniem, co też oni wymyślą. Najlepiej jest, kiedy jeden próbuje przychytrzyć drugiego i widzimy akcję rad z perspektywy Raito, a raz z L, cały czas dowiadując się nowych rzeczy i coraz bardziej wkręcając się w serial. Fabuła jest ciekawa, choć nie pozbawiona luk, czy absurdów. Największym jest chyba sam główny bohater. Nastolatek po znalezieniu Notatnika Śmierci z miejsca staje się zimnym skurwysynem i zabija bez emocji. Nie uświadczymy żadnych rozterek moralnych ale innych tego rzeczy. Główny bohater zabija bez wzruszenia i nie jest to ani razu wyjaśnione. A szkoda, bo bohaterowie drugoplanowi a sojusznicy Kiry, dostali więcej czasu antenowego na przedstawienie ich motywów, co sprawia ich bardziej autentycznych. Niektóre wybory drugoplanowych śledczych wołają o pomstę do nieba z zapytaniem, gdzie sie podziały ich mózgi. Najlepiej na ich tle wychodzi sam L, jest tajemniczy i intrygujący, a im więcej się o nim dowiadujemy, tym bardziej mamy przekonanie że nie wiemy o nim nic.


Oprócz fabuły serial zachwyca też oprawą dźwiękową, w szczególności pierwszym openingiem w wykonaniu zespołu Nightmare. Naprawdę, nie wiem co strzeliło do głowy producentom, by zamieniać tą świetną wejściówkę na darcie mordy, ale trudno. Soundtrack ogólny pasuje do całości klimatu. Tam gdzie trzeba jest mroczny, gdzie trzeba daje trochę luzu. No i oczywiście pojawia sie motyw z chórem, który jest epicki tak jak wszędzie indziej. Zakończenie serii jest mocne, choć spodziewałem się czegoś bardziej epickiego. Niestety miałem chyba zbyt duże wymagania co do zakończenia, bo jest ono takie zwykłe. Nic więcej nie chcę wam mówić, bo samo zakończenie jak to zakończenie, ale to co działo się tuż przed nim to kwinsestencja całego serialu i naprawdę warto dotrwać do końca. Jeśli nie zraża cię kreska, a patrząc na obrazek u góry nie miałeś myśli "No nie, tylko nie chińskie bajeczki" to z całą pewnością polecam ci Death Note. Nie bez powodu nazywane jest jednym z najlepszych anime wszechczasów.