14 iniemamocnych lat czekania


mdabrowski | 18 lipca 2018 16:00

  14 lat różnicy pomiędzy pierwszą, a drugą częścią filmów. Przez taki okres czasu, potrafi zmienić się diametralnie wiele. Sytuacja superbohaterów odmieniła się całkowicie po pojawieniu się MCU. Techhnologia poszła do przodu, a do kin chodzi już kolejne pokolenie dzieciaków. Ci, którzy oglądali pierwszą część dawno już powyrastali. Ba, sam do kina poszedłem z siostrą, która teraz ma tyle lat, co ja w momencie oglądania pierwszej części. Czy po takim czasie kontynuacja może się w ogóle udać? Może, i to cholera jasna jak bardzo!

  Po tylu latach otrzymaliśmy naprawdę dobry film. Dość powiedzieć, że chyba miejscami nawet lepszy niż część pierwsza. Na pewno dużo poprawiła się technologia, w szczególności gra świateł. Momenty rozgrywane w ciemności czy w nocy robiły wrażenie, a najbardziej dech w piersi zaparł we mnie moment w przestworzach miedzy chmurami. Pięknie wygenerowane zdjęcia, aż nie mogę się doczekać aż film wyjdzie na BluRay, by móc dobrej jakości stopklatki zachować jako tapety.


 Ale zaczęliśmy trochę od tyłu. Druga część Iniemamocnych rozpoczyna się dokładnie w tym momencie, gdzie zakończyła się pierwsza. W końcu, po 14 latach możemy zobaczyć konfrontację z człowiekiem szpadlem. Konfrontację która... kończy się porażką. Człowiek szpadel kradnie pieniądze z banku, ucieka, a Iniemamocnym udaje się tylko powstrzymać część wyrządzonych przez niego szkód. Co okazuje się działaniem niepożądanym, przez co tracą dofinansowanie z akcji ukrywania supebohaterów. Z pomocą przychodzi im supermilioner, który od zawsze fascynował się herosami, a teraz chce, korzystając ze swoim umiejętności marketingowych, poprawić PR superbohaterów i przywrócić ich do łask. Czujecie co się święci? Jednym z przybocznych filarów, na którym opiera się film, jest właśnie praca nad opinią publiczną. Nad tym, jak niektóre działania można pokazać z kilku perspektyw i jak łatwo można manipulować ludźmi. A to tylko jedna z wielu rzeczy, które ten film chce nam przekazać.


  Najważniejszym i głównym filarem, na którym opiera się cała fabuła jest Pan Iniemamocny, który musi zając się domem, w momencie kiedy jego żona wraca do bycia superbohaterką i próbuje na nowo rozkochać ludzi w superbohaterach. Bob Parr zostaje w domu i musi się zmierzyć z codziennymi zadaniami, którymi do tej pory zajmowała się matka. Zajmowanie się najmłodszym członkiem rodziny, odrabianie matmy i tak dalej. Całość podana jest w naprawdę przyjemnym sosie. Uczy oraz obrazuje, szczególnie dla młodszej widowni, jak wiele trudu zajmuje im rodzicom zajmowanie się domem, oraz przedstawia to mężczyznom, jak wiele pracy potrafią wykonać ich żony. Miejscami docieramy do naprawdę ponurego miejsca, w którym Pan Iniemamocny jest na skraju wycieńczenia. I wydawało się, że twórcy mogli pójść dalej, pokazać jeszcze trochę trudu, mocniej rozbudować przede wszysktim wątek najstarszej córki. Ale w tym wszystkim niezapomniano o tym, że jest to film dla dzieci i ma przedewszystkim bawić. I zabawy też jest tu sporo. Humor pojawia się w odpowiednich momentach na odpowiedni czas. Jest zabawnie, a przedewszystkim uniknięto tutaj żenujących żartów. Dowcip jest często inteligentny, ale jeśli nie, na scenę wkracza Jack Jack. Najmłodszy członek rodziny spełnia w filmie zadanie "comic relief", ale jako bobasowi wychodzi mu to genialnie. Każda scena w której się pojawia to pewna dawka humoru. Miejscami aż łzy wpadały do oczu ze śmiechu.


  Główna intryga jest bardzo prosta to rozwiązania. Główny zły charakter jest niemal od początku znany, choć film stara się prowadzić narrację rozwiązywania zagadki. I choć pomysł na szwarccharakter wydaje się bardziej oryginalny niż w pierwszej części, nieco mniej zostawiono jemu czasu na przedstawienie motywacji. Jest dosyć pobieżnie pokazana i pozostawia w ręce widza, czy przyjmie tą argumentację czy nie. Na pewno można było lepiej rozwinąć tę postać, ale znowu. Trudno nie zapomnieć, że jest to film skierowany przedewszystkim do dzieci. Wiec jak na taki film, całkowicie wystarcza wyjaśniej tyle, ile zostało w filmie podane. I to jest też w nim piękne, że jak na film dla dzieci, dorośli znajdą olbrzymią ilość scen i dialogów, które są mrugnięciem oka. Które zrozumieją tylko oni.


  Reasumując. Polecam pójscię na Iniemamocnych do kina z całego serca. Świetny seans, który zapamiętacie na długo. Film nie kończy się żadnym cliffhangerem tak jak część pierwsza, więc trudno powiedzieć czy wyjdzie część trzecia. Ale jeżeli ma wyjść, to mam nadzieję, że nie będziemy na nią czekać kolejnych 14 lat.